…takie m.in. określenia padły podczas spotkania wójtów gmin Nawojowa, Korzenna i Starego Sącza z mediami, którzy mówili co ich niepokoi w Sądeckich Wodociągach. To co było ciekawe, kilkadziesiąt minut później swoją konferencję zwołał prezes SW by opowiedzieć swoją wersję, wiedząc dokładnie co działo się na konferencji.
– To spotkanie jest poświęcone sytuacji, a właściwie naszym wielkim niepokojom, w której znalazła się spółka Sądeckie Wodociągi. – mówił brmistrz Starego Sącza Jacek Lelek. – To jest firma, w której udziałowcami są Miasto Nowy Sącz, gminy Nawojowa, Korzenna Stary Sącz, gmina Kamionka oraz PFR. Jest to niezwykle ważna spółka, jeżeli chodzi o kwestie zabezpieczenia, bezpieczeństwa mieszkańców Sądeczyzny. Obejmuje praktycznie całą aglomerację sądecką. Dla nas, jako osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszych mieszkańców, sytuacja w tej spółce jest bardzo istotna, ważna, bo zarządza dostawą krytycznych surowców do mieszkańców, czyli wody, ale również odpowiada za bardzo ważny element związany z bezpieczeństwem środowiska. Oczywiście, co nie jest bez znaczenia, komfort życia mieszkańców całej Sądeczyzny. Więc nam, jako właścicielom tej spółki, w której zostały zainwestowane pieniądze naszych mieszkańców, nasze podatki, pieniądze, które wspólnie pozyskaliśmy, nie jest obojętne, jak ta spółka funkcjonuje, jak działa. I dotychczas próbowaliśmy działać dostępnymi nam środkami, spotykając się, próbując porozmawiać z zarządem, na walnych zgromadzeniach z innymi wspólnikami. Nie przyniósło to pożądanego efektu i stwierdziliśmy, że chcemy opinię publiczną poinformować o tym, co dzieje się w spółce, jaka jest nasza ocena tego, co tam się dzieje, z jakimi problemami spółka się już spotkała i będzie się spotykała.
– Jestem osobą, która od początku uczestniczyła w pracach nad programem poprawiającym stan gospodarki wodno-siekowej na terenie miasta Nowego Sącza i gmin ościennych – dodał wójt gminy Nawojowa dr. Stanisław Nawojowa. – W 1989 roku podpisaliśmy porozumienie kanalizacyjne, w efekcie czego później utworzono aglomerację, podpisano umowę spółki, złożono wniosek do Unii Europejskiej i dzięki naszej współpracy udało się pozyskać około 450 mln zł, które zostały zainwestowane w rozwój Sądeczyzny. To są ogromne środki, dzięki którym znacznie poprawił się stan gospodarki wodno-siekowej i wpłynął na potencjał rozwojowy Sądeczyzny. To m. in. dzięki tym środkom wybudowane zostały w Nowym Sączu sieci na takich osiedlach jak Zawada czy Poręba. Każda z gmin miała przydzielone określone środki, choć problemów nie brakowało. Za te środki została wybudowana sieć wodnokanalizacyjna w Porębie, a spółka zobowiązała się do tego, by z własnych środków to zadanie, które określone było w programie, dokończyć. I tak się stało. Spółka wydała obligacje, później przekształcone na kredyt inwestycyjny. Dzisiaj o tym się już nie pamięta, a kosztami obsługi tego zadłużenia w taryfie prezes SW obciąża gminę Nowojowa. Wszystko szło dobrze, współpraca w spółce była na właściwym poziomie do momentu, kiedy w Nowym Sączu nastąpiła zmiana władzy, która oceniła, że w spółce jest Bizancjum i należy to zmienić. Dzisiaj mamy stan taki, jaki mamy. Bardziej mi to przypomina stajnię Augiasza.
– Ja jestem najmłodszym udziałowcem tej spółki, zaproponowali mi udział, a głównym argumentem było to, że wspólnie prowadzone zadania polegające na dostarczaniu wody i odbioru ścieków w większej skali będą bardziej racjonalne i bezpieczne dla wszystkich mieszkańców. – mówił wójt gminy Korzenna Leszek Skowron. – Oczywiście podstawowym elementem było też to, że jest jeden system hydrauliczny, więc cena wody w całym systemie miała być jednakowa. Wydawało mi się, że te zabezpieczenia, te ustalenia są na tyle wiarygodne, że to jest dobry kierunek. Do momentu, kiedy, ktoś zapomniał o tym, co było wcześniej, jakie były ustalenia, jakie były ze strony gmin wyrzeczenia, jak bardzo gminy przyczyniły się do pozyskania środków, których nigdy Nowy Sącz nie otrzymałby. Myślę, że istotne jest to, że nie można sobie przypisywać właścicielstwa jako takiego, tylko trzeba po prostu traktować to w kategoriach spółki, czyli jest nas pięciu plus PFR. Dzisiaj niepokój budzi fakt, że w dużej mierze reorganizacja, która rzekomo miała prowadzić do oszczędności i być może w części prowadzi, nie jestem w stanie ocenić jak bardzo, powoduje również z drugiej strony konsekwencje. Mamy sytuację, że Wody Polskie odmówiły wydania decyzji na zrzut ścieków i to już dwukrotnie, a to wiąże się z poważnymi karami finansowymi. To jest 500% więcej niż dotychczas spółka płaciła za odprowadzanie ścieków. Ten stan trwa i nie wiemy dokąd tak będzie, chyba do czasu dopóki spółka nie przygotuje właściwego wniosku. W uzasadnieniu, to co najbardziej nas niepokoi, to jest to, że Wody Polskie wykazują wprost nieprawdziwe informacje zawarte w uzasadnieniu. A to już jest dla nas bardzo niepokojące, bo my jako współudziałowcy do tej pory mieliśmy zaufanie i wierzyliśmy, że wszystkie działania, które są realizowane przez zarząd są sprawiedliwie traktowane. Jeżeli manipuluje się kosztami, w cudzysłowie to mówię, bo być może nastąpiła pomyłka, ale to też niedobrze świadczy o zarządzaniu spółką i przygotowywaniu odpowiednich dokumentów, to nie możemy mieć tutaj wątpliwości, że mamy problem i ten problem nie zostanie wyeliminowany, dopóki nie powstaną właściwe i dobre dokumenty. Kolejną sprawą to ustalenie taryfy, która procedowana już jest, jak się nie mylę, półtorej roku. To jest bardzo istotny element dla działalności spółki, bo tak naprawdę spółka zajmuje się dostarczaniem wody i odprowadzaniem ścieków. Skoro nie ma decyzji na odprowadzanie ścieków, no to możemy powiedzieć, że spółka działa nielegalnie. Przypomnę, że mamy do czynienia z niezwykle ważną, krytyczną infrastrukturą. Ponad 1800 kilometrów sieci wodociągowej, kanalizacyjnej, którą zarządza spółka. Kiedy jest naprawdę zagrożone bezpieczeństwo i nie można absolutnie wykluczyć różnych wrogich aktów, to jest absolutnie sprawa kluczowa i tutaj apelujemy do Prezesa, do Zarządu, do Rady Nadzorczej, żeby tę sprawę dokładnie zbadała, czy sądeckie wodociągi nadal są bezpieczne. Czy nasze wodociągi, nasza kanalizacja, nasze środowisko jest bezpieczne.
– Chcę jeszcze o jednej rzeczy powiedzieć, taka, która w jakiś sposób pokazuje, że od tych prawie dwóch lat, kiedy zmienił się zarząd spółka zupełnie zrezygnowała, abdykowała ze swojego zadania, czyli pełnienia pewnej misji społecznej, a została powołana nie po to, żeby osiągała zyski, tylko po to, aby w imieniu gmin, wspólników realizować zadania własne gminy w zakresie zaopatrzenia w wodę oraz odprowadzania ścieków, czyli zapewnienia tych podstawowych potrzeb naszych mieszkańców. Otóż w gminie Stary Sącz na chwilę obecną są 183 domy, z których część od ponad roku ma na swojej działce studzienkę kanalizacyjną. Wszystko jest technicznie wykonane przez gminę. Można by było odprowadzać ścieki do oczyszczalni, a spółka Sądeckie Wodociągi mogłaby bez żadnych nakładów finansowych świadczyć te usługi. Natomiast spółka odmawia eksploatowania tej sieci. Gmina Stary Sącz oferowała wydzierżawienie tej sieci za przysłowiową kwotę, mogła to być złotówka, różne inne formy, spółka mówi, że nie weźmie, bo to się nie opłaca. Wyobraźcie sobie Państwo, jak kuriozalna jest to sytuacja. Spółce nie opłaca się wziąć tego w dzierżawę i świadczyć usług. Pytanie, co można zrobić? Spółka proponuje, aby to gmina wzięła, była po prostu pośrednikiem, przekształciła się w przedsiębiorstwo wodno-kanalizacyjne i po prostu stała się jeszcze jednym podmiotem, a spółka pozostanie na tym, żeby hurtowo sprzedawać, odbierać ścieki. I oczywiście już wtedy zupełnie pozataryfowo, poza wszelkimi regulacjami, które chronią mieszkańców przed nadmiernymi kwotami. Taka sytuacja trwa praktycznie od półtora roku, ale czara goryczy przelewa się. Mamy bloki SIM, to są, 104 mieszkania, do których zgodnie z planem w lipcu mają zacząć wprowadzać się lokatorzy. Te bloki są zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie ujęć wodnych stacji uzdatniania wody w Starym Sączu. Ponieważ jest to odcinek (100 m sieci), który jest własnością gminy Stary Sącz, Sądeckie Wodociągi nie chcą tego przejąć, nie chcą tego wziąć w dzierżawę, nie chcą tego kupić, chociaż wycenione jest na uwaga 37 tysięcy złotych. Czyli gdyby przejęły to w dzierżawę, to mieliby koszty z tym związane około 800 złotych rocznie podatku. I mamy 104 mieszkania, w których będzie mieszkało za chwileczkę ok. 300 ludzi. My bierzemy na siebie wszystkie obciążenia, również pozyskiwanie dotacji, a spółce pozostaje tylko i wyłącznie wydzierżawić kawałek i podać wodę, której mają w nadmiarze. I to jest ta spółka, która mówi, że ma sytuację trudną finansowo, a jednocześnie pieniądze leżą na ulicy, ludzie czekają i tego, w tej sytuacji spółki nie da załatwić. Naprawdę, jeżeli to są rzeczy przekraczające spółkę, to ja naprawdę nie wiem, po co taki Zarząd w spółce, po co ta spółka w ogóle istnieje. – dodaje Jacek Lelek.
Zdaniem wójtów to spółka sama powinna rozbudowywać sieć, zapewniać mieszkańcom wodę, itd, ale robią to samorządowcy, żeby nie obciążać spółki. Ponieważ tu jest monopol, mamy do czynienia naprawdę z paskudnym, takim po prostu monopolistycznym zachowaniem, a wystarczy trochę dobrej woli by dobrze współdziałać.
Prezes Sądeckich Wodociągów Jerzy Szczecina w swoim stylu zarzucił dziennikarzy danymi, trudnymi do zweryfikowania, odpiera zarzuty i twierdzi, że sytuacja spółki jest stabilna, a rok 2025 zamknięto zyskiem. Prezes tłumaczy, że nowe, zróżnicowane ceny wody będą bardziej sprawiedliwe, ponieważ kończą z mechanizmem, w którym mieszkańcy Nowego Sącza w pewnym sensie dopłacali do podatków lokalnych sąsiednich gmin. Brak dotychczasowej zgody RZGW na taryfy zróżnicowane szef wodociągów tłumaczy brakiem doświadczenia regulatora w ustalaniu takich stawek.