Chciałoby się powiedzieć – uff! Po zmianie trenera, kadrowych w drużynie, po 7 tygodniach bardzo pracowitych treningach, nikt nie wiedział jaka jest Sandecja, jak zachowa się drużyna w grze o punkty. Zaczęło się koszmarnie, ale skończyło się jak w przysłowiu „Złe miłego początki.
1:0 Snopczyński 5, 1:1 Piszczek 36, 1:2 Piszczek 50,
Sędziował: Mateusz Stępniak.
Żółte kartki: Sobczak – Skałecki, Oure, Błyszko
Zagłębie: Siuta – Szot, Matras, Mironowicz, Zając, Predenkiewicz, Broniowski, Laskowski, Gogół (61 Szykawka), Ronnberg (77 Dziedzic), Snopczyński (61 Sobczak).
Sandecja: Jeleń – Pleśnierowicz, Błyszko, Skałecki, Smajdor, Danek, Wołczek, Żurawski (64 Kasprzak), Talar (64 Oure), Pietraszkiewicz, Piszczek.
Zespół jechał do Sosnowca z mocnym postanowieniem zwycięstwa. Rywale mieli ten sam cel i mecz zaczął się od ataków gospodarzy. W 5 minucie bramkarz Sandecji popełnił koszmarny błąd. Chcąc wybić piłkę zrobił to tak niefortunnie, że trafił w Snopczyńskiego, który nie miał żadnych kłopotów z posłaniem futbolówki do siatki bramki biało czarnych. Drużyna z Nowego Sącza próbowała wyrównać, ale Zagłębie dobrze się broniło przeprowadzając też groźne akcji. Jednak w 36 minucie Piszczek wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i uderzeniem głową posłał piłkę do siatki rywali. Po zmianie stron obie drużyny dążyły do zdobycia gola, ale ta sztuka udała się Sandecji. W 50 minucie Piszczek przejął piłkę przed polem karnym Zagłębia, minął obrońcę rywali i pewnym strzałem dał zwycięstwo Sandecji.