Czy zdarzyło się Wam – Szanowni Czytelnicy – stanąć obok siebie? Tak po prostu – pani lub pan, a obok też pani lub pan w identycznych rozmiarach i takim samym wyglądzie. Pani krok w przód, a to coś obok też w przód. Pan w bok; „obok” też w bok. Kwaśna mina; „obok” kwaśna mina. Takie coś, czy się przytrafiło?
Podobno opisane wyżej stany świadomości się leczy i dzięki medykom oraz ich zabiegom zjawisko nie jest groźne – chociaż nieleczone już tak, a w skali ogólnej to ho, ho!
Są i pozytywne skutki „obocznego” istnienia. Dzwonią z badania opinii publicznej żebym się opowiedział za problemem numer jeden lub problemem numer dwa. Wiem co chcę, pragnę i pożądam, a to zapewnia w pytaniu jedynka. Nie wiem tylko czy taki wybór spodoba się władzy, teściowej, żonie, dzieciom. Na wszelki wypadek wypuszczam tego co obok, a on odpowiada, że ja wybieram numer dwa. Poszło – nie ja wybrałem i wskazałem, ale ten „obok”. I co z tego, że podobny? To on, a nie ja. To ten „obok”.
Nasz MIŁOŚCIWIE NAM PANUJĄCY UKOCHANY PAN Z PO (NIECH ŁASKA BOGÓW MU SPRZYJA) kiedyś nie chciał, a teraz chce. Więc „huzia na Tuzia”, że on „be”. Dlaczego? Raz to była jedynka (on sam), a raz jego „obok”. Każdy tak ma i czepiać się nie ma o co.
W dyskusji mogę coś powiedzieć bom mocny w twarzy i „w temacie”. Narażać się czy nie? A może zaszkodzi? Lepiej pomilczę jak ten co „obok” mnie. Z tym drugim, w tym milczeniu, raźniej.
Ja, (może i Ty) lubię myśleć o sobie, żem człek rozsądny i myślący logicznie. Jestem przekonany, że inni uznają moje argumenty – czarne to czarne, a białe to białe. Taka jest moja rzeczywistość, aliści zjawił się dawno, dawno temu (taka bajka) gość o angielskim rodowodzie. Nazywał się George Orwel. Coś go podkusiło (a może jego „obok”), żeby napisać. I napisał. Nie marny felietonik, ale poważną powieść Rok 1984. Akcja rozgrywa się w Oceanii gdzie wszystko kontroluje reżim totalitarny. Istnieje tam Ministerstwo Prawdy. Ono przerabia obiektywną prawdę tak, żeby pasowała do pomysłów partii. Dominuje „dwójmyślenie”. To takie coś co każe negować rzeczywistość, ale jednocześni nią się kierować i to właśnie ono (dwójmyślenie) zastępuje twarde fakty. Zastąpiono je stworzoną rzeczywistością, którą da się zmieniać dostosowując do aktualnych potrzeb. W tym świecie wierzy się w to, co absurdalne, a nie w to co wynika ze zdrowego rozsądku – Wolność to Niewola, Wojna to Pokój.
Ten Orwel – łebski gość – nie wpadł na to, że obok każdego „ja” istnieje „obok”. Swobodnie można się między nimi przerzucać wybierając to co wygodniejsze w danej chwili dziejowej i osobistej. Dzisiaj poprawną postawą jest zaprzeczanie faktom. Prawda „obiektywna” nie istnieje. Istnieje moje doświadczenie, moja prawda, moje postrzeganie rzeczywistości. Do tego mam prawo, bo jest demokracja! Co ma „moje doświadczenie” wspólnego ze sposobem sprawowania władzy (demokracja) nie wiadomo, ale w „dwójmyśleniu” ma. Ja i „obok” – „obok i ja” – takie jest dzisiaj „gromadomyślenie” (termin Orwela).
Zdarzają się jeszcze wyjątki – trzecia ścieżka, czyli poczekamy. Irlandzki dramaturg napisał sztukę teatralna pt. „Czekając na Godota”. Dwaj gostkowie czekają na osobnika o imieniu Godot. Dziwne, ale tak napisał. Generalnie nic się nie dzieje – tylko gadają. Nuda. Sztuka jest farsą. Powinien ją zagrać amatorski teatr robotniczy w NS. Wtedy (zakładam) ta farsowość zostanie właściwie pokazana. U Becketa jest też absurd i makabra. Moją ulubioną sytuacją jest ta w której jeden z bohaterów wiesza się na pasku od spodni, przez co opadają mu spodnie. Postaci w sztuce coś sobie opowiadają, żeby zabić czas i zagłuszyć przepływającą obok rzeczywistość. Żyjemy bez celu czekając na Godota. Nasze życie jest farsą, ale może nadejdzie jakąś abstrakcyjna przyszłość. Ja i ten „obok” czekamy i może tak być, że zanim się zorientujemy „co jest grane” kurtyna opadnie. Koniec sztuki „i po balu panno Lalu”.
No to sobie intelektualnie podokazywaliśmy. Wszystko przez Ratusz! Onegdaj przechodziłem przez centrum i rynek. Przed jego (rynku) najważniejszym budynkiem, otulonym plandekami, z racji remontu, stanąłem obok. Nie bardzo pamiętam czy to ja czy „obok”, a może razem. W każdym razie rzuciła mi się na oczy tablica z napisem „pracujemy dla ciebie” (możliwe, że „dla was”) – no. Skutki tego przystanku macie – Szanowni Czytelnicy – w tym felietonie. Tak to władza ratuszowa działa na mnie i na moje „obok”. Do filozoficznego się poczytania za tydzień.
Jan Zawił