Porażka Sandecji – zasłużona – sędzia nie widział brutalnego faulu

Niestety znów się nie udało. Sandecja kolejny raz nie zdołała pokonać rywala ani zdobyć choćby punktu. Zespół z Bielska Białej był po prostu lepszy na boisku co udowodnił strzelając gola.

Sandecja Nowy Sącz – Podbeskidzie Bielsko Biało 0:1 (0:1)

0:1 Merebaszwili 45

Sędziował: Damian Krumplewski (Olsztyn).

Żółte kartki: Słaby, Kosakiewicz, Chmiel – Bonifacio, Merebaszwili

Sandecja: Pietrzkiewicz – Osyra, Szufryn, Słaby, Fall, Walski, Nawotka, Sovsić, Kasprzak, Kosakiewicz, Zjawiński.

Podbeskidzie: Igonen – Bonifacio, Frelek, Biliński, Milasius, Merebaszwili, Simonsen, Roman, Scalet, Rodriguez, Mikołajewski.

To nie był dobry mecz w wykonaniu piłkarzy Sandecji, zresztą kolejny. Oczywiście nie brakowało amibicji, woli walki, ale goli, a nawet celnych, groźnych strzałów, dwa na cały mecz, to trochę za mało. Od początku spotkania Sandecja zaatakowała, jednak pod bramką rywali brakowało pomysłu na rozegranie piłki czy celnego podania do Zjawińskiego czy Falla, którzy próbowali zagrozić bielszczanom. Zespół gości był groźniejszy. W bramce biało czarnych uwijał się Pietrzkiewicz wspomagany przez Szufryna, Osyrę i Słabego. Kiedy wszyscy czekali na przerwę, w 45 minucie kolejna kontra gości przyniosła gola. Z odległości ok. 20 metrów na strzał zdecydował się Merebaszwili. A, że uderzył bardzo mocno i celnie, mimo rozpaczliwej obrony Pietrzkiewicza piłka wpadła do siatki. Chwilę później piłkarze zeszli do szatni.

Po przerwie Podbeskidzie ani myślało się cofnąć broniąc wyniku. Tak jak w pierwszej połowie atakowali, Sandecja też nie odpuszczała, ale brakowało dobrych akcji. Dopiero w 78 minucie na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Chmiel. Posłał bramkę gości „bombę”, ale Ignonen obronił. Sandecja miała szansę na remis w ostatniej akcji meczu. Do górnej piłki próbował skoczyć Osyra, ale został potraktowany kolanem przez bramkarza gości. Uderzenie było tak mocne, że zawodnik długo nie podnosił się z murawy, niezbędna była pomoc by zatmować krew z nosa. Sędzia jednak uznał, że faulu nie było – ten moment widać na zdjęciu!

Kolejny mecz już w poniedziałek (2 maja), a rywalem będzie walczący o utrzymanie Stomil Olsztyn.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Facebook
Instagram