Nie tak sobie wyobrażali kibice Sadnecji, którzy jak zwykle zapełnili stadion, mecz swojej drużyny po dwutygodniowej przerwie. Biało czarni przegrali po kiepskiej, czasami wręcz infantylnej grze. Po prostu wstyd…
Sandecja Nowy Sącz – Lechia Zielona Góra 1:3 (0:2)
0:1 Dębski 6, 0:2 Nehrebecki 11, 1:2 Brenkus 59, 1:3 Lisowski 90+3
Sędziował: Maciej Kuropatwa.
Żółte kartki: Gerstenstein, Kisiel, Płocica – Szpakowski, Mycan, Zientarski.
Sandecja: Szymkowiak – Ogorzały, Pleśnierowicz, Słaby (46 Kowalik), Gerstenstein (36 Szeliga) – Kieliś, Kołbon (46 Roman), Żurawski (46 Brenkus), Kosiński (72 Kolar), Płocica – Piszczek.
Lechia: Bursztyn – Aleksandrowicz, Flis, Rutkowski, Kurowski, Szmigiel – Olek (63 Zientarski), Nahrebecki (68 Mycan), Szpakowski, Bargiel (86 Lisowski) – Dębski (68 Szczotko).
Od pierwszych minut meczu zespół gości osiągnął taką przewagę, że praktycznie Sandecja nie opuszczała swojej połowy. Piłkarze z Nowego Sącza grali systemem ja do ciebie, ty do mnie, on do bramkarza. Zawodnicy Lechii tylko czekali na błąd i się doczekali. W 6 minucie Szymkowiak próbował podać piłkę do obrońcy, ale nim to zrobił już był przy nim Dębski, przejął futbolówkę wpychając ją do siatki. Jeszcze piłkarze Sandecji nie otrząsnęli się ze straty a w 11 minucie kolejny błąd obrony i zrobiło się 0:2. Na nic się zdały śpiewy kibiców, zagrzewanie do walki, drużyna gospodarzy grała po prostu kiepsko. Dość powiedzieć, ale pierwszą groźniejszą akcję zakończoną strzałem Sandecja przeprowadziła dopierwo w 15 minucie spotkania. Być może mecz potoczyłby się inaczej, kiedy w 41 minucie bramkarz Lechii staranował Piszczka kolanami, co widać na zdjęciu, ale sędzia nie widział w tym przewinienia. Po przerwie i kilku zmianach Sandecja zagrała nieco lepiej, ale sam Brenkus meczu nie wygra. Piłkarzy żegnały gromkie gwizdy, w pełni zasłużone.